Ja menstruuję, Ty menstruujesz, my menstruujemy?

Było ostatnio poważnie o cyklach, hormonach i nowotworach. Dziś dla rozluźnienia atmosfery artykuł o mniej ważnym, wakacyjnym temacie. Do jego napisania zainspirował mnie portal Papilot.pl, który w dziale (o zgrozo!) Ginekologia zamieścił notkę zatytułowaną Na czym polega synchronia menstruacyjna?. Ponieważ przedstawione w niej fakty stanowią niezwykle swobodną interpretację prawdy naukowej postanowiłam przytoczyć Wam wersję nieco bardziej ortodoksyjną.

Zaczerpnięte z www.sodahead.com
Zakładam, że każda z Was, ma lub miała kiedyś współlokatorkę: koleżankę z biura lub z akademika albo siostrę, z którą dzieliłyście pokój. Przyszło Wam kiedyś do głowy wąchać jej garderobę a zwłaszcza podkoszulki? Nie? A szkoda, w ten sposób miałybyście niemal 70% szansę na zsynchronizowanie z nią swoich miesiączek. Tak przynajmniej uważa amerykańska psycholożka Martha McClintock, która jako pierwsza przedstawiła opis tego niezwykle fascynującego zjawiska w świecie kobiet.



Przepis na synchronizację

Ale najpierw słówko o myszach bo od nich zaczęła się ta cała historia. Weźcie gromadę samic myszy umieśćcie je w ciasnej klatce i odczekajcie kilka dni. Zaobserwujecie, że ich regularnie powtarzające się co 4-5 dni cykle rujowe staną się rzadsze, mogą nawet zaniknąć zupełnie. A teraz wprowadźcie do takiej klatki samca albo chociaż jego zapach, najlepiej ten pochodzący z gruczołów napletka (tak, tak, mysi samce też mają napletek!). Co się stanie? W trzy dni po tym wydarzeniu u znaczącej większości samic powinna wystąpić ruja. 
Zainspirowana tym faktem z życia myszy Martha McClintock postanowiła przyjrzeć się 135 osobowej
Zmniejszająca się w czasie różnica w datach wystąpienia
miesiączek w badaniu McClintock z 1971 roku
grupie studentek jednej z amerykańskich szkół wyższych, które mieszkały w akademiku przeznaczonym wyłącznie dla dziewczyn. Trzykrotnie w ciągu sześciu miesięcy roku akademickiego prosiła je aby zapisywały daty swoich ostatnich i przedostatnich miesiączek, długości swoich cykli menstruacyjnych oraz ilość czasu spędzoną ze swoimi najbliższymi przyjaciółkami, współlokatorkami z pokoju oraz mężczyznami. Następnie porównała daty wystąpienia kolejnych miesiączek współlokatorek i bliskich przyjaciółek w trakcie tego okresu. Odkryła, że różnice w datach wystąpienia miesiączek malały z miesiąca na miesiąc zarówno wśród współlokatorek, najbliższych przyjaciółek jak i w obu grupach wziętych razem. Dziewczyny synchronizowały więc swoje daty miesiączek, choć synchronizacja ta nie była kompletna. Podczas gdy na początku okresu obserwacji, w październiku różnica w wystąpieniu miesiączek u współlokatorek wynosiła średnio około 6.5 dnia, pod koniec tego okresu, w marcu wynosiła już tylko około 4.5 dnia.

Menstruacja, owulacja czy kopulacja?

Występowanie synchronizacji cykli
obserwowano u hodowanych w zoo
Marmozet lwich
Praca, która ukazała się w roku 1971 w prestiżowym czasopiśmie Nature (publikacyjne niebo naukowców) wzbudziła niezwykłe poruszenie i zainteresowanie wśród badaczy biologii rozmnażania człowieka. Ale nie tylko. Synchronizację badano z różnym powodzeniem, również wśród innych naczelnych czyli naszych najbliższych krewnych: szympansów, makaków, pawianów, mandrylów, tamaryn, marmozet i lemurów. Ani wśród ludzi, ani wśród małp w warunkach naturalnych, nie udało się jednoznacznie potwierdzić występowania synchronizacji cykli. 
Naukowcy zaczęli się też zastanawiać nad tym co tak naprawdę synchronizują samice. Menstruację czy owulację?  No bo przecież to niedokładnie to samo. I tu na scenę badawczą ponownie wkroczyła Martha McClintock. Wspólnie z Kathleen Stern, na łamach tego samego czasopisma, ponad 25 lat później zaproponowały, że to czym "manipulują" kobiety między sobą to moment owulacji a robią to przy pomocy feromonów. Całość poparły wynikami bardzo eleganckiego, choć trudnego do przeprowadzenia w warunkach poza laboratorium eksperymentu. Zwerbowały do niego 29 kobiet, w wieku pomiędzy 20 a 35 lat, które miałe regularne cykle menstruacyjne, nie były w ciąży, nie karmiły piersią i nie zażywały hormonalnych środków antykoncepcyjnych. Dziewięć spośród nich dostarczało wydzielin gruczołów pachowych zgromadzonych podczas noszenia pod pachami bawełnianych wkładek, przez conajmniej 8 godzin dziennie w trakcie fazy folikularnej i okresu około owulacji. Wkładki te następnie skropiono alkoholem, pocięto na mniejsze części i zamrożono. Używano ich potem by smarować skórę tuż pod nosem u pozostałych 20 kobiet. Zapraszano je rano do laboratorium, smarowano gdzie trzeba a potem proszono by przez następnych 6 godzin nie myły twarzy. I tak przez conajmniej cztery cykle menstruacyjne. Efekt? Kobiety miały krótsze cykle gdy zastosowano u nich wydzieliny fazy folikularnej i wydłużone gdy stosowano wydzielinę z okresu około owulacji. Poprzez precyzyjne pomiary poziomu hormonów badaczki ustaliły również, że skróceniu lub wydłużeniu ulegała wyłącznie długość fazy folikularnej. Fakt ten potwierdzał ich hipotezę, że chemicznej manipulacji ulega moment wystąpienia owulacji a nie menstruacji.
Zastanówmy się... Jak blisko w warunkach naturalnych musiałyby być ze sobą kobiety by przekazać sobie odpowiednią ilość feromonów skoro nawet w warunkach laboratoryjnego aplikowania ich prosto pod nos i nie mycia twarzy zareagowało na nie niespełna 70% kobiet?

Nosy i ich ludzie

Ten eksperyment przypomniał mi o pewnej przeczytanej nie tak dawno książce zatytułowanej Nos Edwarda Trencoma autorstwa Gilesa Miltona. Główny bohater opowieści jest posiadaczem węchu absolutnego, który pomaga mu rozpoznać jedynie po zapachu  ser z dowolnej części świata a nawet precyzyjnie określić krowę, która dała mleko, przeznaczone na wykonanie owego sera. Węch ten pozwala mu również śledzić niewidocznych konspiratorów i unikać mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw. Warto przeczytać zwłaszcza jeśli ktoś jest wielbicielem serów. Opisy ich rodzajów, smaków i zapachów są wręcz zniewalające.
Nie sposób ustalić co tak  naprawdę
 wchodzi w skład płynów reklamowanych
jako ludzkie feromony
Choć przeciętny zjadacz sera nie posiada węchu tak wysublimowanego jak Edward Trencom, to czym obdarzyła go natura wciąż warte poświęcenia jest nieco uwagi. Niektórzy naukowcy twierdzą, że oprócz nabłonka węchowego zawierającego receptory węchowe umożliwiające nam rozróżnianie ponad  10000 zapachów, nasz nos zawiera coś jeszcze - narząd przylemieszowy. Organ pozwalający nam wyczuwać substancje, które choć nie posiadają zapachu informują o czyimś nastroju, orientacji seksualnej czy fazie cyklu menstruacyjnego. Te substancje to wspomniane wyżej feromony.
Brzmi nieźle, prawda? Sęk w tym, że narząd przylemieszowy choć obecny i czynny u płazów, gadów i ssaków takich jak myszy, świnki morskie czy króliki, u człowieka występuje w stanie szczątkowym. Nie wszyscy go mają, a nawet jeśli to nikt do tej pory nie znalazł żadnych czynnych połączeń nerwowych pomiędzy tym organem a ludzkim mózgiem.  Pomimo to co jakiś czas słyszy się o spektakularnych eksperymentach z feromonami w roli głównej. Nie mówiąc już o intensywnie kwitnącym komercyjnym rynku feromonów, które pozwalają zdobyć każdego mężczyznę lub każdą kobietę (w zależności od preferencji).

Moja przygoda z synchronizacją
Temat synchronizacji cykli menstruacyjnych zafascynował mnie na tyle, że postanowiłam przeprowadzić własne badania w tej sprawie. Szczególnie zainteresowało mnie to, co dzieje się dalej po tym jak "cykle już się zsynchronizują". Pozostaną zsynchronizowane na stałe czy może rozsynchronizują się? No i czy jest jakaś biologiczna korzyść z synchronizacji?
Swój własny "naturalny eksperyment", którego wyniki opublikowałam później w czasopiśmie Human Nature, przeprowadziłam na potrzeby pracy magisterskiej. Jako miejsce badań wybrałam dwa krakowskie akademiki, w których obserwowałam współlokatorki mieszkające w dwu- lub trzyosobowych pokojach przez okres od września 1998 do lutego 1999. I co? I nic... Nieważne jak materiał był analizowany - całościowo, z wyłączeniem kobiet na tabletkach antykoncepcyjnych czy z wyłączeniem trójek współlokatorek nie udało mi się wykazać nawet  śladu synchronizacji. 
Takich negatywnych wyników przemawiających za tym, że synchronizacja cykli menstruacyjnych zdarza się ale raczej przypadkiem jest znacznie więcej. Oprócz mojej, co najmniej pięć innych prac "na kobietach" i tyleż samo "na samicach małp" kwestionuje występowanie tego zjawiska. A ile prac trafiło "do szuflady" bo czasopisma je odrzuciły właśnie ze względu na brak wyników potwierdzających hipotezę synchronizacji? Trudno powiedzieć... W dodatku artykuły przeglądowe, w których analizowano dotychczas opublikowane wyniki wskazują na liczne błędy metodologiczne w pracach raportujących występowanie synchronizacji. Krytykowane były między innymi: nieprawidłowy sposób obliczania różnic w występowaniu menstruacji, mała liczebność prób oraz wyłączanie z analizy statystycznej niektórych obserwacji.
Dogońska chata menstruacyjna
Fot. Erwin Bolwidt
No i jeszcze jedno. Bardzo trudno znaleźć biologicznie sensowny powód, dla którego kobiety miałyby synchronizować cykle. Jeśli w ewolucyjnej przeszłości występowanie regularnych cykli menstruacyjnych było raczej "wypadkiem przy pracy" niż biologiczną normą, synchronizacja cykli pomiędzy kobietami, które z reguły były w ciąży lub karmiły piersią była bardzo mało prawdopodobna. Świadczą o tym dobitnie wyniki prac prowadzonych przez Beverly Strassmann wśród afrykańskich Dogonów. Ciekawą cechą charakterystyczną dla życia społecznego tego plemienia jest posiadanie specjalnych chat menstruacyjnych, do których udają się kobiety na czas miesiączki. Wydawałoby się, że to wręcz idealne warunki by ich cykle się synchronizowały. Tymczasem niczego takiego wśród Dogońskich kobiet nie udało się zaobserwować. 

Figle umysłu

Jak więc wytłumaczyć występowanie fenomenu, na który dość często napotykamy w swoim życiu codziennym. Jedno z możliwych wytłumaczeń oferuje psychologia. Nasz umysł lubi wiedzieć, że ma racje i jeśli raz uwierzy w jakąś hipotezę będzie zapamiętywał niemal wyłącznie informacje ją potwierdzające. Zwłaszcza jeśli dotyczą one faktów o emocjonalnym zabarwieniu. Jeśli więc choć raz przekonane zostałyśmy przez przyjaciółkę, że nasze miesiączki występują niemal tego samego dnia, co zdarzyć się może przypadkiem, zapamiętywać będziemy tylko te momenty kiedy rzeczywiście tak było, radośnie zapominając  natomiast o tych wszystkich sytuacjach kiedy nasze menstruacje dzieliły długie tygodnie. To się nazywa błąd konfirmacji. Nie potrzebujemy więc narządów przylemieszowych, specjalnych receptorów, połączeń nerwowych no i feromonów. By wytłumaczyć występowanie synchronizacji menstruacji wystarczy nam nasz figlarny umysł!


Cytowane prace:

Prace McClintock
McClintock, M. (1971) Menstrual Synchrony and Suppression. Nature 229:244–245. [tekst]
Stern, K., and M. McClintock (1998) Regulation of Ovulation by Human Pheromones. Nature 392:177–179.[tekst]

O feromonach i narządzie przylemieszowym
Frasnelli, L. i współpracownicy (2011) The vomeronasal organ is not involved in the perception of endogenous odors. Human Brain Mapping 32: 450–460.

O menstruacji w plemieniu Dogonów
Strassmann, B. I. (1997) The Biology of Menstruation in Homo sapiens: Total Lifetime Menses, Fecundity, and Nonsynchrony in a Natural-Fertility Population. Current Anthropology 38:123–129. [tekst]

Krytyka metodologii prac demonstrujących synchronizację
Schank, J.C. (2006) Do human menstrual-cycle pheromones exist? Human Nature, 17: 448-470.

Moja praca na temat synchronizacji
Ziomkiewicz, A. (2006) Menstrual synchrony: Fact or artifact? Human Nature, 17: 419-432. [tekst]


Popularne posty z tego bloga

Efekt borsuka czyli czy można zajść w ciążę w ciąży?

Owuluję czy nie owuluję? Oto jest pytanie...

Ratunku, mój cykl nie trwa 28 dni !!!