Ratunku stressss!

Stres dotyka nas codziennie, czasem z większą, czasem z mniejszą siłą. Badania przeprowadzone w krajach wspólnoty europejskiej wskazują, że ponad połowa zatrudnionych określa stres jako często występujący w ich pracy. Stres i komplikacje z nim związane są również przyczyną około połowy dni nieobecności w pracy. Biorąc pod uwagę to, że większość swojego dnia poświęcamy na pracę zawodową można wnioskować, że ponad połowa z nas jest regularnie zestresowana.
Trochę straszno, trochę ciekawie w Nightmares Fear Factory
Dla każdej/każdego z nas odczuwanie stresu jest różne - właściwie nie ma dwóch osób, u których konkretny bodziec stresowy wywoływałby dokładnie taką samą reakcję na poziomie zachowania i fizjologii. Dobrym przykładem są te fotografie obok, wykonane w przybytku strachu zwanym Nightmares Fear Factory w Kanadzie. Według legendy w domu, w którym mieści się Fabryka Strachu mieszkał doskonały, choć ekscentryczny wytwórca trumien. Z powodu jego ekscentryczności i profesji prześladowali go młodzi mieszkańcy miasteczka. Pewnej nocy postanowił się na nich zemścić - zwabił prześladowców do swojego Zakładu z zamiarem spuszczenia im lania. Niestety, przygniotła go sterta ciężkich, dębowych trumien i właściciel zginął na miejscu. W kilka dni po pogrzebie, jego trumnę znaleziono otwartą i pustą. Do tej pory duch błąka się po Fabryce poszukując zemsty na tych, którzy odważą się przestąpić jej progi. Tyle legenda. Nightmares Fear Factory to ponoć najstarszy i najbardziej przerażający na świecie dom, który straszy swoich klientów nieprzerwanie od 30 lat. Jak widać jedni się boją, drudzy trochę nudzą a jeszcze inni dobrze bawią...


 Ale po co nam to?

Życie bez odpowiedzi stresowej byłoby łatwiejsze - ja na przykład nie pociłabym się jak mysz przed każdym wystąpieniem publicznym. Nie miałabym też pewnie takich problemów ze zdawaniem egzaminów ustnych w trakcie studiów. Można się więc zastanawiać, po co nam to właściwie?
Ulubionym przykładem biologów od stresu jest lew ganiający biednego, słabo  uzbrojonego, łowcę-zbieracza po sawannie. Celem pożarcia oczywiście. Sama osobiście, nie przepadam za tym przykładem bo dla współczesnych mieszczuchów jest on raczej mało znaczący. Ale wyobraźcie sobie pożar w Waszym domu lub biurze. Płomienie kłębią się w sąsiednim pokoju a Wy spokojnie zakładacie nóżka na nóżkę i sączycie poranną kawę. Z punktu widzenia przetrwania, baaardzo słaba strategia!!!
Stres pozwalał i nadal pozwala człowiekowi przetrwać w warunkach zagrożenia. Cała jego dość skomplikowana fizjologiczna maszyneria hormonów i neuroprzekaźników przygotowuje organizm do tego by uciekać lub walczyć z potencjalnym zagrożeniem. Adrenalina i kortyzol to główni gracze i jednocześnie główni winowajcy szeregu nieprzyjemnych objawów związanych z reakcją na bodźce stresowe takich jak przyspieszona akcja serca, rozszerzone źrenice, spocone dłonie, rozkurczone mięśnie przewodu pokarmowego i układu moczowego a skurczone mięśnie szkieletowe (uczucie zastygania albo paraliżu). Oba hormony wytwarzane są w nadnerczach a ich zadaniem jest mobilizacja energii i ułatwienie jak najszybszego dostarczenia jej do kluczowych organów czyli serca, mięśni i mózgu. Tak by w przypadku ewentualnej ucieczki lub bójki, być przygotowanym na wysiłek. Można więc uznać, że odpowiedź na stres jest adaptacyjna. Pozwala nam przetrwać i efektywnie się rozmnażać. Gdyby jej nie było, bardzo szybko stalibyśmy się ginącym gatunkiem.
Ponieważ jesteśmy zwierzętami z gruntu społecznymi, nasze przetrwanie w równym stopniu zależy od przyzwoitych relacji z innymi co od pożarów i lwów. Dlatego taką samą lub podobną, jak w przypadku pożaru, reakcję stresową zaobserwujemy u siebie w odpowiedzi na wrzeszczącego przechodnia, partnera lub na wkurzoną szefową. 
I wszystko jest dobrze do momentu kiedy stres przychodzi i odchodzi a my mamy czas by zregenerować trochę nasz organizm. Gorzej kiedy stres powtarza się stale a jego nasilenie nie maleje, czyli przechodzi w tak zwany stan przewlekły. Zaczyna nam brakować zasobów energetycznych do radzenia sobie z nim. W dodatku, kortyzol który wydzielany epizodycznie pomaga nam się zmobilizować, wydzielany stale, zaczyna nam szkodzić, uszkadzając na przykład nasz mózg.

Stres i płodność kobiet

Często czuję się właśnie tak!
Z punktu widzenia biologicznego, ciąża to przede wszystkim ogromna inwestycja energetyczna. Jeden dzień ciąży to zapotrzebowanie na dodatkowe 322 kcal/dziennie energii. Ta energia zużywana jest po to by jednocześnie podtrzymywać metabolizm matki, budować ciało płodu i podtrzymywać jego metabolizm. Jeszcze więcej energii potrzebne jest w trakcie laktacji, która niechybnie ciąży towarzyszy. Jeden dzień laktacji w zależności od wieku i masy dziecka "kosztuje" dodatkowo 454 kcal dziennie. Kiedyś policzyłam na potrzeby jakiejś konferencji, że gdyby chcieć to zapotrzebowanie energetyczne przeliczyć na liczbę spożytych pizz, 9 miesięcy ciąży (w przybliżeniu) i 1 rok laktacji to tyle kalorii co ponad 10 000 zjedzonych pizz. Czyli ogrom.
Nic więc dziwnego, że organizm matczyny decyzję o zajściu w ciążę "podejmuje" ostrożnie i raczej woli dmuchać na zimne. W swej ostrożności reaguje na wszystkie sygnały ze środowiska o tym, że pod względem energetycznym albo nie jest dobrze obecnie albo nie będzie dobrze w przyszłości. Dlatego, na przykład, wysoka aktywność fizyczna, na którą zużyć trzeba dużo energii może być związana z nieregularnością cykli menstruacyjnych, brakiem owulacji i niskim poziomem hormonów: estradiolu i progesteronu (Jasienska i wsp., 2006).
Stres, zwłaszcza ten przewlekły sygnalizuje równie niepokojącą energetycznie sytuację - zamiast spokojnie hodować sobie zapas energetyczny na ciążę, trzeba zajmować się uciekaniem lub walką. Może również sygnalizować niski status społeczny (wszyscy na Ciebie wrzeszczą więc jesteś nisko w hierarchii społecznej) a to z kolei wróżyć może słaby dostęp do zasobów energetycznych w przyszłości. W takich warunkach decyzja organizmu co do możliwości zapłodnienia może być odmowna.
Spekulacje teoretyczne potwierdzają badania na kobietach. Wysoki poziom codziennego stresu psychologicznego mierzonego ankietowo przekłada się między innymi na podwyższone ryzyko zaburzeń cyklu menstruacyjnego, zaburzeń owulacji, oraz obniżony poziom hormonów cyklu menstruacyjnego. W niedawno opublikowanych badaniach 260 amerykańskich kobiet w wieku pomiędzy 18 a 44 rokiem życia bycie w grupie o najwyższym nasileniu stresu mierzonego kwestionariuszami związane było z 10% spadkiem w stężeniach estradiolu i progesteronu, 15% spadkiem w stężeniu LH i 6% spadkiem w stężeniach FSH w stosunku do grupy z najniższym nasileniem stresu (Schliep i wsp., 2015). Co to wszystko oznacza? Stężenie estradiolu i FSH związane jest z jakością komórki jajowej a LH i progesteronu z wystąpieniem owulacji i rozwojem ciałka żółtego. Wszystkie elementy tej układanki decydują o powodzeniu zapłodnienia i dalszej możliwości rozwoju zapłodnionej komórki jajowej.Jeśli jeden element zawodzi układanka się rozsypuje.
Co więcej, intensywny stres przeżywany w dzieciństwie skutkuje w dorosłości - bezpłodnością, czasowym niewystępowaniem cykli menstruacyjnych i utrudnionym zachodzeniem w ciążę. W jednym z badań kobiety, które przeżywały w dzieciństwie silny stres miały niemal trzykrotnie wyższe ryzyko bezpłodności, ponad dwukrotnie wyższe ryzyko braku miesiączki i o 1/4 obniżoną możliwością zajścia w ciążę w trakcie jednego cyklu (Jacobs i wsp., 2015).

Jeśli więc chcecie się doczekać wnuków nie stresujcie swoich córek! 

Nie każdemu stres straszny


Jeśli jednak rozpatrywać sprawę bardziej indywidualnie to okazuje się, że kobiety (mężczyźni także) bardzo różnią się podatnością na stres. Różnie też reagować będą na niego w zakresie funkcji rozrodczych. Co stanowi podstawę tej różnorodności? Dla nas dorosłych niestety, bo już nie mamy na nie wpływu, doświadczenia z dzieciństwa. Zwłaszcza z tego wczesnego. Często przeżywany stres w dzieciństwie powoduje rozwój mocno wrażliwego na stres temperamentu a potem osobowości. W takim przypadku po prostu uczymy się, że stres może występować w naszym otoczeniu bardzo często. Jesteśmy też skłonni wyszukiwać w tym otoczeniu nawet najdrobniejszych sygnałów, które mogą świadczyć o nadchodzącym stresie. A jak to może wpływać  na fizjologię rozmnażania?
Profile wydzielania metabolitów a) estradiolu; b) progesteronu
Pokazaliśmy to wspólnie z zespołem w naszych badaniach (Ziomkiewicz i wsp., 2012). Poprosiliśmy ponad setkę kobiet by przez czas trwania jednego cyklu menstruacyjnego zbierały codziennie rano próbki moczu. Na ich podstawie wyznaczyliśmy dla każdego dnia cyklu kobiet poziom hormonów: estradiolu i progesteronu (a właściwie metabolitów tych hormonów). Następnie poprosiliśmy je o wypełnienie kwestionariusza na podstawie, którego mogliśmy opisać ich temperament. Okazało się, że kobiety których temperament odpowiadał typowi melancholicznemu (łatwo przejmujące się codziennymi niepowodzeniami, perfekcjonistki, zwykle ukrywające własne uczucia) miały stężenia estradiolu o połowę niższe niż kobiety, których temperament odpowiadał typowi sangwiniczki (wesołe, otwarte na emocje, nie przejmujące się niepowodzeniami). Kobiety te miały też inny niż sangwiniczki profil wydzielania progesteronu (przyjrzyjcie się dolnemu rysunkowi). Taki rodzaj profilu hormonalnego nie sprzyja zapłodnieniu w cyklu.
Czy więc dysponując melancholicznym temperamentem jesteśmy skazane na obniżony poziom hormonów i zaburzenia cyklu? Niekoniecznie, warunkiem jest jednak nauczenie się, jak radzić sobie ze stresem i jak przestać się go bać. Interwencje psychologiczne takie jak terapia poznawczo-behawioralna mogą w tej dziedzinie sporo zdziałać.  Dobrym przykładem na to jest badanie eksperymentalne przeprowadzone na małej grupie kobiet, ze zdiagnozowanym wtórnym brakiem miesiączki. Kobiety te podzielono na dwie grupy, jedne obserwowano a drugim zaaplikowano psychologiczną terapię kognitywno-behawioralną. Badacze odczekali 20 tygodni i porównali poziomy hormonów oraz przebieg cyklu  u grupy z terapią i u grupy obserwowanej. Okazało się, że u sześciu spośród ośmiu kobiet przechodzących terapię, powróciły normalne cykle menstruacyjne z owulacją. Jedna kobieta miała cykle nieowulacyjne a u kolejnej nic się właściwie nie zmieniło. W grupie, którą wyłącznie obserwowano rezultaty były odwrotne - u sześciu z osób nic się nie zmieniło,u jednej powróciły normalne cykle z owulacją, a u kolejnej cykl był nieowulacyjny (Berga i wsp., 2003).

Nie jesteśmy więc kompletnie bezradne wobec stresu. Możemy z nim walczyć. Tylko trzeba wiedzieć jak!

Cytowana literatura:
Berga, S. L., Marcus, M. D., Loucks, T. L., Hlastala, S., Ringham, R., & Krohn, M. A. (2003). Recovery of ovarian activity in women with functional hypothalamic amenorrhea who were treated with cognitive behavior therapy. Fertility and sterility, 80(4), 976-981.
Jacobs, M. B., Boynton-Jarrett, R. D., & Harville, E. W. (2015). Adverse childhood event experiences, fertility difficulties and menstrual cycle characteristics. Journal of Psychosomatic Obstetrics & Gynecology, 36(2), 46-57.
Jasienska, G., Ziomkiewicz, A., Thune, I., Lipson, S. F., & Ellison, P. T. (2006). Habitual physical activity and estradiol levels in women of reproductive age. European Journal of Cancer Prevention, 15(5), 439-445.
 Schliep, K. C., Mumford, S. L., Vladutiu, C. J., Ahrens, K. A., Perkins, N. J., Sjaarda, L. A., ... & Schisterman, E. F. (2015). Perceived stress, reproductive hormones, and ovulatory function: a prospective cohort study. Epidemiology, 26(2), 177-184.
Ziomkiewicz, A., Wichary, S., Bochenek, D., Pawlowski, B., & Jasienska, G. (2012). Temperament and ovarian reproductive hormones in women: evidence from a study during the entire menstrual cycle. Hormones and behavior, 61(4), 535-540.

 

Popularne posty z tego bloga

Efekt borsuka czyli czy można zajść w ciążę w ciąży?

Owuluję czy nie owuluję? Oto jest pytanie...

Ratunku, mój cykl nie trwa 28 dni !!!